|
Stowarzyszenie Podróżników CROTOS Forum
|
| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
Maryla_croto
Dołączył: 18 Kwi 2006 Posty: 889

|
Wysłany: 11-08-2010, 14:19 Temat postu: |
|
|
Zapomnialam napisac, ze na koniec dyrektor szpitala zaprosil nas do gabinetu, zeby sie pochwalic 20-letnia cytryna, ktora mu nadzwyczajnie owocuje. Zrobilismy stosowne zdjecia pod ta cytryna. Potem dyrektor zaczal grzebac w szufladach biurka, wyciagnal garsc prezerwatyw, ktore podarowal Giorgiowi, a mnie przyniosl gumowe klapki.
Dotarlismy wczoraj do granicy z Iranem. Jestesmy w Meghri, dzis rest day. Bardzo sie przydal, bo nie tylko trudna trasa - przelecz na wysokosci ponad 2100 m, a potem niesamowite serpentyny przez 30 km z nadzwyczajnym widokiem na gory Iranu - ale takze pozegnanie 4 uczestnikow (rodzina Zdzisia) i rozstanie z naszym kierowca i Gilem, ktory nie dostal wizy do Iranu i musi objechac z Giorgiem Iran przez Armenie, Gruzje, by dostac sie do Turcji.
Stacjonujemy w bardzo przyjemnym pensjonacie hotelu Mila, zacienionym, z basenem, wiec nie czuc tak upalu, ktory przekracza 40 stopni.
Biesiadowalismy do 3 w nocy, popijajac na zmiane piwo, wino firmowe, domowe, slodkie, wytrawne, czerwone, biale, bimber o smaku roz i brzoskwin. Cud, ze dzis zyjemy. Zdolalismy spakowac samochod z rzeczami, ktorych nie zabieramy do Iranu, bo tam jedziemy tylko z sakwami.
Dziewczyny juz przymierzaja ciuchy na Iran, chusty dlugie spodnie i suknie. Najbardziej stroi sie Kasia....
Do Meghri jechalismy droga przez park narodowy, dobra nawierzchnia, prawie bez samochodow, co bylo wyzwaniem dla trackingowcow i Arka, ktoremu zlamala sie rama. Na szczescie jechala wolga io nasz kierowca nie musial wdrapywac sie na przelecz po niego.
Po drodze ledwie 3 wioski, sklepow jak na lekarstwo, zero knajpek. Moze wlasnie dlatego ludzie tam zapraszaja do picia i jedzenia nadzwyczaj serdecznie. Generalnie w Armeni ludzie bardzo goscinni. Ja na tej trasie biesiadowalam trzy razy. Nie moglam sie doczekac na otwarcie sklepu, wiec staruszkowie, ktorzy pod nim siedzieli prezyniesli mi kawe i cukierki (tu zawsze daja cukierki). Jak zwierzylam sie, ze chcialam kupic sobie loda, powiedzieli, ze na ochlode najlepsze maconi, czyli tutejsze zsiadle mleko. Rzeczywiscie gasi pragnienie, pijemy to na zmiane z tanem (rozcienczone woda maconi, ma tez wersje briz, czyli z woda gazowana). Do maconi dali lawasz i chleb, przepraszajac, ze nic tego dnia nie gotowali. Chcieli czestowac wodka, ale odmowilam po mleku.
Jade dalej juz mocno opozniona, a tu dwoch straznikow rezerwatu siedzi przy drodze i biesiaduje. Zapraszaja na tutowke (bimber z morwy 70%), domowy chleb z pomidorem. Jeszcze bardziej zostaje w tyle. Jestem na 8 km przed przelecza, chce sfotografowac stary kamienny most, a tam 4 mezczyzn griluje rybe. Nie ma mowy, zeby nie zostac. Okazuje sie, ze to dyrektore fabryki koncentratu miedzi i molibdenu z Agaraku, dyrektor tamtejszego domu kultury, dyrektor domu kultury w Meghri, szef policji w Agaraku. Po chwili dojechgal wokalista miejscowego zespolu z bratankiem. Przyjezdzaja w to zacienione miesce kilka razy w miesiacu, by odpoczac od upalu i zjesc wyjatkowo dobra rybe z Cawu, za przelecza. Ryba rzeczywiscie byla pyszna, do tego grilowana papryka, tak ostra, ze dostalam czkwaki, lawasz, chleb, obowiazkowo ser, czosnek dwa rodzaje cebuli i napitki, lacznie z litrem wodki. Po biesiadzie, stwierdzili, ze nie pojade pod gore, zapakowali rower do lady niwy. Protestowalam na marne. Tego dnia jechalo mi sie wyjatkowo dobrze, nawet nie musialam prowadzic roweru. Ledwie ich uprosilam, zeby. mnie wypuscili za przelecza, bo nie chcialam stracic zjazdu. Eskortowali mnie do samego dolu, nie bylo mowy, zeby sie urwac. Po drodze jeszcze zaprosili na figi, bo szef policji ma tam swoje sady.
Dotarlam na nocleg ostatnia, przed 21. Zwykle jezdze z kims, tego dnia jechalam sama, i moze dlatego tyle sie na obcowalam z miejscowymi.
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maryla_croto
Dołączył: 18 Kwi 2006 Posty: 889

|
Wysłany: 14-08-2010, 17:45 Temat postu: |
|
|
Granice przekraczalismy dlugo, bo pracowal tylko jeden pogranicznik i odprawial ruch w obydwie strony. Ale nie mielismy problemow z niczym. W Iranie okazalo sie, ze polowa osob woli taksowki i wycieczke do Tabrizu niz szlak wzdluz rzeki Ary i granicy z Nachiczewaniem. A to podobno okolice biblijnego Edenu, na jednej z gor uszkodzila sie Noemu arka i osiadla potem dopreo na Araracie.
Droga bardzo dobra, rowny afalt, gorki niezbyt upierdliwe, na poczatku troche ciezarowek, a potem policji, ktora nie pozwalala nam (kobiuetom) jezdzic w krotkich spodniach, odslaniac czola czy dekoltu. Bez przerwy tez sprawdzali nam paszporty.
Wjechalismy pierwszego dnia Ramadanu, ale wbrew obawaom dalo sie kupic jedzenie i picie, a nawet jesc przed zachodem slonca. Raz tylko policjant zwrocil uwage Monice, ze nie wolno pic wody z bidonu.
Iranczycy brdzo goscinni i serdeczni, tylko w jednym miescie zbyt natarczywie interesowali sie naszym campingiem. A nocuje sie tu super. Oni maja w miastach parki do piknikow, po zachodzie slonca w czasie Ramadanu zapelniaja sie one rodzinami z namiotami, kocami, zastawami stolowymi. Biesiaduje do poznych godzin nocnych, by nie powiedziec rannych, bo od wschodu slonca znow nie moga jesc i pic. Te parki maja bardzo ladna trawe, stolu, lawecziki, toalety. Bardzo przyjemnie sa urzadzone. W czasie pierwszego juz noclego Janeczkowi udalo sie juz zlamac zasady Islamskiej Republiki Iranu i zakupic puszke alkoholu. Na poczatku proponowanu mu spirytus z apteki, p[otem narkotyki, na koniec po rajdzie samochodowym po Dzolfie do jego rak trafilo whisky z czyms tam. Wypilismy to w nabozenstwie, choc nie bylo dobre.
Dzis ostatni nocleg w Iranie, w Maku, rano przekraczamy granice z Turcja. Przed nami Ararat. Sporo osob konczy wyprawe. Bedziemy sie zegnac w Dogubayzait, pod Araratem.
W Maku zwiedzilismy dzis ruiny meczetu zniszczonego w trzewsieniu ziemi, malowniczo przyklejonego do skalySa tam tez resztki palacu, gdzie byl wieziony tworca babizmu. Dzis w tych ruinach mieszkaja ludzie, hoduja kury i maja na podworku pyszne owoce morwy. Mimo Ramadanu, znow najedlismy sie bez problemu w zamaskowanej knajpce. Dobre rzeczy tu maja. Miasteczko tez malownicze, pelno sklepikow, warsztatow. Warto by zostac w Iranie na dluzej. Nawet nie jest tak goraco, albosie juz przyzwyczailismy.
W czasie pierwszego n
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maryla_croto
Dołączył: 18 Kwi 2006 Posty: 889

|
Wysłany: 16-08-2010, 19:31 Temat postu: |
|
|
Wczoraj na ımprezıe pozegnalısmy 6 osob tancamı kurdyjskımı ı rakıja.
Dzıs polowa grupy pojechala alternatywna trasa do Wan. Reszta jutro ıdzıe na Ararat... czylı dzıewıec osob
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maryla_croto
Dołączył: 18 Kwi 2006 Posty: 889

|
Wysłany: 21-08-2010, 10:44 Temat postu: |
|
|
Uh! Wlezlismy, a nawet wrocilismy, ale teraz ledwie sie ruszamy. Chyba nas wykonczylo zejscie.
Pierwsze dwa dni podejscia, a nawet polowa trzeciego dnıa, ktory sie zaczal o 2 w nocy, byly latwiejsze niz nocne podejscie pod Tatew z rowerami. Juz po wschodzie slonca, mniej wiecej na granicy sniegu i lodu, kiedy przypielismy raki, zaczelo bardzo wiac, tak ze nie mozna bylo utrzymac kursu, do tego lodowate powıetrze. I te kilkaset metrow podejcia, niezbyt stromego, bylo najgorsze. Poprzedniego dnia niektore grupy zawrocily na 100 m przed szczytem z powodu wiatru. Z naszej grupy wszyscy dali rade, o stylu nie wspomne. A potem zejscie - na raz caly dystans, ktory zrobilismy w 2,5 dnia.
Mimo czasu na aklimatyzacje w dwoch obozach, troche nas mordowala choroba wysokosciowa - zbieralo sie na wymioty, chcialo sie spac, dokuczala opuchlizna rak i twarzy.
Na Araracie jest tlok jak na autostradzie, ale wszystko jest w miare dobrze zorganizowane. Kurdyjscy przewodnicy i gospodarze obozow tworza niezapomniana atmosfere swoimi spiewami a nawet tancamı.
18 sierpnia obchodzilismy Boba urodziny, rano dostal w pierwszym obozie gorskie kwiatki i butelke konıaku Ararat, ktory wypilismy po poludniu w drugim obozie. Kurdowie odspiewali i odtanczyli Bobowi urodzinowe toasty.
Stylowo zakonczyl zejscie z Araratu Gil - na koniu. Mialkie kamienie, po ktorych sie schodzilo, wykrecily mu kolano.
Dzıs pozegnalismy kolejne trzy osoby. Jest nas 11, w Karsie przyjedzie Danusia z Torunia, ale odjedzie Regimantas, potem w Gruzji Monika. Zostanie nas 10. I w takim skladzie mamy zamiar dojechac do Tbilisi.
| Opis: |
| stoja od lewej: nasz przewodnik Kurd, Regimantas, Gil, Gintas, Francis (austro-chinczyk, ktory dolaczyl do naszej grupy), Maryla, Sigitas; siedza od lewej: Monika, Bob, Rolandas, Edvinas |
|
| Rozmiar pliku>: |
81.03 KB |
| Oglądane: |
Plik ściąganieto 49578 raz(y)) |

|
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maryla_croto
Dołączył: 18 Kwi 2006 Posty: 889

|
Wysłany: 25-08-2010, 18:14 Temat postu: |
|
|
Jestesmy po noclegu i zwiedzaniu Ani - sredniowiecznej stolicy Armenii, drugiego co do wielkosci mıasta w Europie w owym czasie. Dzis to ruiny miasta, w ktorych niegdys zylo 100 000 osob, znajdowalo sie 1001 koscıolow - ale wcıaz robi ono wrazenie, tymbardzıej ze jest polozone w mıejscu, gdzie spotykaja sie dwa glebokıe kaniony. Kıedys to jedno z glownych mıast Jedwabnego Szlaku. Polecam to mıejsce. To jedno z duchowych swıetych mıejsc dla Ormian, usytuowane tuz za ıch graica, podobnıe jak Ararat. Krecılısmy sıe po tym pogranıczu, chcac oglada ınne cıekawe zabytki, ale przeganialı nas zolnıerze, to strefa militarna, ale kılka razy udalo nam sıe przedrzec przez ten kordon, chocby w samym Ani.
Jedno co psuje dobre wrazenie w tej czescı Turcji, to dziecı, ktore znaja tylko dwa slowa "helo, money". Tylko w wioskach poza szlakamı turystycznymi jest ınaczej.
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Malgosia
Dołączył: 12 Paź 2006 Posty: 13 Skąd: Warszawa

|
|
| Powrót do góry |
|
 |
katarzynka
Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 44 Skąd: łódź

|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maryla_croto
Dołączył: 18 Kwi 2006 Posty: 889

|
Wysłany: 30-08-2010, 10:22 Temat postu: |
|
|
Dzieki za foty! Troche tu sobie zaczelismy je ogladac, ale nie ma za bardzo czasu i internetu... ale milo sobie powspominac. Pozdrawiamy Panie M i K!!!
Dla uzupelnienia obrazu wyprawy mozna sobie poczytac trzecia relacje Moniki z Erywania do Achalcyche. Dlugo nie pisala, ale jak juz napisla, to jest co poczytac.
http://www.bicycle.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=281&Itemid=334
Jestesmy od dwoch dni w Gruzji. Wczesniej o jeden dzien niz planowalismy, bo Turcja w ostatnich dniach jakos nie byla przyjazna dla nas.
Pensjonat nad jeziorem Cildir, gdzie mielismy spedzic rest daya na lonie natury, okazal sie zamkniety - Ramadan. Wlasciciel, z ktorym wiosna obgadywalismy pobyt, nie wspomnial o takiej okolicznosci. Przenocowalismy wiec w bardzo fajnej restauracji rybnej i nastepnego dnia pojechalismy dalej. W deszczu, zimnie, pod wiatr i pod gore - prawie 100 km. Gdzie mial na nas czekac znow hotel i malownicze miejsce pod namioty nad rzeczka wokol niego. Tym razem okazalo sie, ze inspekcja podatkowa zaplombowala wszystko i tez nie dalo sie skorzystac z niczego. Namioty, ktore rozbilismy wokol, trzeba bylo w nocy zwijac, bo policja sie ocknela, ze mozemy plomby naruszyc. Kazali nam sie przeniesc na druga strone drogi 50 m dalej. Szczescie w tym nieszczesciu mielismy tylko my - Gintas, Sigitas i ja - bo nie zdazylismy rozstawic namiotow, zasiedzielismy sie w miasteczku na herbacie i przekaskach i przyjechalismy po ciemku.
Polnocno-wschodni kraniec Turcji jest bardzo malowniczy i pusty, az sie prosi o turystow, ale Turcy odnosza sie tu do nich zgola inaczej niz na skomercjalizowanym zachodzie czy w innych kurortach.
Turcje pozegnalismy wiec z ulga, zwlaszcza Giorgi, nasz kierowca, ktory juz sie nie mogl doczekac swojej ojczyzny, swojskiego jedzenia i pogaduszek w swoim jezyku. Aczkolwiek ostatniego dnia sie rozpogodzilo, wjechalismy z rana na ostatnia przelecz - ponad 2500 m - gdzie wypilismy przedostatni Efes (ostatni na granicy), a potem juz piekny zjazd w dol do Gruzji.
W Gruzji spedzilismy zalegly rest day, zamieszkalismy w bardzo przyjemnym domu, wreszcie sie umylismy w cieplej wodzie, wypralismy brudy, pobyczylismy sie nieco. Aczkolwiek zwiedzilismy (ale juz busikiem Giorgia) monastyr i palac w Saparcie, palac tureckiego paszy w Achalcyche, wymoczylismy sie w goracych zrodlach w Abastumani i popatrzylismy na Ksiezyc i Jowisz przez teleskop w tamtejszym obserwatorium astronomicznym. Wrocilismy po polnocy ledwo zywi.
Dzis do Wardzi, gdzie znow rest day, bo bez niego nie starczylo by nam czasu na zwiedzenie tego ogromnego skalnego miasta.
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ewa_croto
Dołączył: 18 Kwi 2006 Posty: 440 Skąd: Warszawa

|
Wysłany: 31-08-2010, 08:35 Temat postu: |
|
|
A tu LOT zrobił niespodziankę i wprowadził loty Warszawa - Tbilisi.. ciut za późno, zapewne uczestnikow byloby więcej.
_________________ Ewa
Croto-team |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maryla_croto
Dołączył: 18 Kwi 2006 Posty: 889

|
Wysłany: 03-09-2010, 14:54 Temat postu: |
|
|
Zdjecia Rolandasa (95%) i Edvinasa (5%).
http://picasaweb.google.com/klaipiedskas/AroundArarat2010#
Chlopaki jechali od Tibilsi (przyjechali dwa dni wczesniej, zeby samochodem objechac inna czesc Gruzji, stad na poczatku zdjecia bez rowerow i bez nas) do Dogubayazit. Zeszli z Araratu i autobusem pojechali do Istambulu, a stamtad samolotem do Rygi. I samochodem do Klajpedy.
Pozdrawiamy z Bordzomi, gdzie spedzamy rest daya. To juz ostatni przed Tbilisi, nieuchronni zblizamy sie do konca wyprawy. Wczoraj obchodzilismy urodziny Gintasa. Dzis w planach ogladanie meczu pilki noznej Gruzja - Litwa. W towarzystwie 4 ponad 2-litrowych butelek piwa.
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Monika_croto
Dołączył: 13 Kwi 2006 Posty: 45

|
Wysłany: 03-09-2010, 16:20 Temat postu: |
|
|
uh, wujek konczy 20 lat a ja z heideggerem...
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maryla_croto
Dołączył: 18 Kwi 2006 Posty: 889

|
Wysłany: 03-09-2010, 16:37 Temat postu: |
|
|
Wujek 18, to Bob mial 21 urodziny
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Monika_croto
Dołączył: 13 Kwi 2006 Posty: 45

|
Wysłany: 03-09-2010, 16:44 Temat postu: |
|
|
no tak. to dlatego, ze tak dojrzale wyglada... to teraz juz przynajmniej alkohol bedzie mogl kupic
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
katarzynka
Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 44 Skąd: łódź

|
Wysłany: 04-09-2010, 19:06 Temat postu: kacha |
|
|
wracajcie już, ile można
jesień czeka
pozdrówcie ode mnie przegorąco tych którzy pozostali
kacha już z miacha
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Monika_croto
Dołączył: 13 Kwi 2006 Posty: 45

|
Wysłany: 05-09-2010, 00:24 Temat postu: |
|
|
weź z taką jesienią...
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maryla_croto
Dołączył: 18 Kwi 2006 Posty: 889

|
Wysłany: 06-09-2010, 15:27 Temat postu: |
|
|
No juz prawie wracamy...
Dojechalismy do Tbilisi, pozdrawiamy od Iriny.
Irina nie spi na kanapie na klatce schodowej, nie ma innych gosci oprocz nas, skoszarowala nas w jednym pokoju, znanym niektorym.
Wykapalismy sie w fontannie w centrum miasta, wypilismy szampana, zrobilismy okolicznosciowe zdjecia, a wieczorem do knajpy, zegnac sie. Pierwszy wyjezdza Gil , potem nastepni I tak powrocimy na ojczyzny lono
Jakies to nieprawdopodobne
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Monika_croto
Dołączył: 13 Kwi 2006 Posty: 45

|
Wysłany: 06-09-2010, 15:49 Temat postu: |
|
|
bo to jest generalnie jakies nieporozumienie, zeby czlowiek tak ni z tego ni z owego musial wracac na ojczyzny lono... jednego dnia plywa sobie w goracych zrodlach i przegryza arbuza z samogonem, a nastepnego bach! lotnisko okecie... bez sensu, nawet butelka zimnej fanty w lodowce nie cieszy...
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
katarzynka
Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 44 Skąd: łódź

|
Wysłany: 06-09-2010, 18:31 Temat postu: fanta |
|
|
| eh fanta już nie nie, nie ta ....
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maryla_croto
Dołączył: 18 Kwi 2006 Posty: 889

|
Wysłany: 07-09-2010, 07:15 Temat postu: |
|
|
Zakonczylismy wyprawe w dziesiatke , z czego dziewiatka przejechala cala trase. Na zalaczonym zdjeciu to: (stoja od lewej) Danusia (byla znami niespelna dwa tygodnie, zdecydowanie za krotko, bo swietnie dawala sobie rade w gorach, zwlaszcza na podjazdach), Maryla, Sigitas, Gintas, Nijole (trzyma gruzinskiego szampana, ktorego wypilismy), Sasza; (w kucki) Jan, Giorgi (nasz kierowca), Gil i Bob (czyli Bolek i Lolek).
Niektorzy z nas sa po kapieli w fontannie, wiec wygladamy jak wygladamy :
Towarzyszy nam zainteresowanie miejscowych wyrostkow...
Dzieki wszystkim, ktorzy wzieli udzial w naszej wyprawie. Do zobaczenia na spotkaniu powyprawowym. W tym roku Litwa, bo juz dawno tam sie nie spotykalismy. Najwiecej osob (piec) bylo z Klajpedy i one bardzo chcialy by nas widziec u siebie - w Nerindze-Nidzie. Co Wy na to zaproszenie?
| Opis: |
|
| Rozmiar pliku>: |
104.6 KB |
| Oglądane: |
Plik ściąganieto 48425 raz(y)) |

|
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maryla_croto
Dołączył: 18 Kwi 2006 Posty: 889

|
Wysłany: 14-09-2010, 12:40 Temat postu: |
|
|
Ostatni araratowcy dotarli do domu. Bob i Jan wylatywali z Tbilisi 11 wrzesnia i mam nadzieje, ze mimo nie budzacej zaufania daty, dolecieli
Moja podroz trwala 4,5 dnia z 4 przesiadkami, Sigitasa - prawie o dobe dluzej z dwoma przesiadkami wiecej.
Podrozowalismy w towarzystwie dwoch spakowanych rowerow (dwa krossy na wynajem nie zostaly juz zabrane przez kierowce autobusu w Tbilisi, zabral je Giorgi do domu), 5 plastikowych skrzynek i pieciu worow, nie liczac sakw na kierownice, laptopow i malych plecakow. Trzeba bylo jakos przewiezc BC-biuro i wyprawowe graty.
Pod koniec doszlismy juz do niebywalej sprawnosci w wyrzucaniu i wrzucaniu rzeczy do pociagu przed jego odjazdem, i w upychaniu betow w przedziale tak, zeby nie bylo wiadac nadbagazu i rowerow. Tylko raz zaplacilismy bilet za rowery (z Budapesztu do Brasova), ani razu za nadbagaz. Nie dalismy sie wyrzucic konduktorowi w Rumunii, ani nie zaplacic mu ani grosza wiecej, mimo ze straszyl policja. Nauczylismy sie sprytnie wykradac wozki spod sklepow i dworcowym pijaczkom, bo oczywiscie takiego luksusu jak wozek do przeozenia bagazu nie bylo na zadnym dworcu.
Mimo zdobytego doswiadczenia, nie udawalo nam sie szybko zmieniac peronow i trzy razy spogladalismy na pociagi odjezdzajace nam sprzed nosa.
Byly tez mile chwile: turecki celnik, ktory machnal na nas reka i nie kazal wypakowywac do przeswietlenia betow z autobusu, prysznic w wagonie sypialnym z Istambulu do Bukaresztu, podstawiony na 4 godziny przed odjazdem wagon rowerowy w Budapeszcie, w ktorym mozna sie bylo rozlozyc do snu.
Generalnie wersja podrozy super-CROTO, tylko dla wytrwalych.
Jesli ktos sie wybiera do Gruzji i ma ochote pojezdzic na rowerze, to sa tam do dyspozycji dwa nasze krossy.
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maryla_croto
Dołączył: 18 Kwi 2006 Posty: 889

|
Wysłany: 17-09-2010, 13:02 Temat postu: |
|
|
Trudno powiedziec, ze do poczytania, raczej do popatrzenia relacja Gintasa z wyprawy w litewskim magazynie podroznikow
http://www.kelionesirpramogos.lt/?p=3954
Część pierwsza, za miesiąc kolejna!
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maryla_croto
Dołączył: 18 Kwi 2006 Posty: 889

|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Monika_croto
Dołączył: 13 Kwi 2006 Posty: 45

|
Wysłany: 22-09-2010, 16:26 Temat postu: |
|
|
pozdrowienia spod araratu cieplo, slonecznie, wesolo ;P zimna fanta znowu cieszy
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maryla_croto
Dołączył: 18 Kwi 2006 Posty: 889

|
Wysłany: 22-09-2010, 17:57 Temat postu: |
|
|
Nie drażnij kobieto
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maryla_croto
Dołączył: 18 Kwi 2006 Posty: 889

|
Wysłany: 23-09-2010, 20:45 Temat postu: |
|
|
Geleria dzieki Samvelowi Hovhannisyan uzupelniona o foty naszych ormianskich uczestnikow.
http://www.bicycle.pl/component/option,com_zoom/Itemid,14/catid,87/
Wszyscy oni naleza do klubu rowerowego Bicycle+, tak jak my NGO. Wiecej o nich mozecie dowiedziec sie z ich strony http://www.bikeplus.nor.am/ i z Facebooka, gdzie zaprasza Samvel.
To niezwykle sympatyczni ludzie, kompetentni, uczynni. Samvel dal sie nam poznac jako znakomity mechanik, prowadza z ojcem serwis rowerowy w Erywaniu. Obydwaj byli wczesniej regularnymi kolarzami, jednymi z najlepszych w bylym Sajuzie a potem w Armenii.
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz pisać odpowiedzi Nie możesz edytować swoich postów Nie możesz usunąć swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum
|
|
|