Strona główna 
 
Stowarzyszenie Podróżników CROTOS
Forum
 
  FAQFAQ    SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja 
   ZalogujZaloguj 

Z życia Crotosów...
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz na tematu    Forum Stowarzyszenie Podróżników CROTOS Strona Główna -> Wyprawy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Maryla_croto



Dołączył: 18 Kwi 2006
Posty: 889

blank.gif
PostWysłany: 16-09-2009, 10:42    Temat postu: Z życia Crotosów... Odpowiedz z cytatem

No, dzieje się...

Po pierwsze
Dwójka honorowych zasłużonych (aczkolwiek młodych wiekiem) Crotosów stanęła na ślubnym kobiercu Exclamation Exclamation Exclamation
NATALIA i WOJTEK
Nie mogę jakoś wkleić foty, ale młda CROTO-para obiecała pokazać na spotkaniu powyprawowym cały zestaw.
Wydarzenie to miało miejsce 5 września w Karpaczu. Kilku innych Crotosów tam było, miód i wino piło, i nie tylko... trąbka Sigitasa też zagrała. Para młodych bardzo szczęśliwa! Gratulujemy i jeszcze raz wszytskiego naj, naj...
Very Happy Smile Shocked Cool Laughing Razz Wink
To pierwszy ślub w szeregach Crotosów, aczkolwiek nasze zasługi są "przyszywane". Natalia i Wojtek dołączając się w Zamości do wyprawy "od Morza do Morza", czyli BC 2005, już byli parą.

Po drugie
Pokłosie wyprawy chińskiej. CROTO-Monika na chwilę zjechała do ojczyzny. W przerwie nauki chińskiego w Pekinie, gdzie jest od lutego, wpadła by obronić na Uniwersytecie Warszawskim drugie swoje magisterium.

Po trzecie
Niektórzy Crotosi wciąż są w podróży. Brian i Alison skończyli objeżdżać rowerami Walię z Bobem i pojechali do Portugalii. Juz odpoczywać.
Zdjęcia z Walii
http://picasaweb.google.co.uk/midweekrides/LonLasCymru?feat=directlink
Zdjęcia z Cardiff, tam mieszka Bob
http://picasaweb.google.co.uk/midweekrides/KiwisInCardiff?feat=directlin

Po czwarte
Niektórzy Crotosi zbierają siły, by dołączyć do wyprawy organizowanej przez Amerykanów z Rijeki do Dubrownika - to na przełomie września i października. Jak się zbieżemy, to więcej napiszemy.

Po piąte
Po raz kolejny przekonałam się, że Crotosi na rowerach są widoczni na ulicach Łodzi. W zeszłym roku natknęłam się na Mariusza, a w tm roku dwa razy na Kasię (wyższa z sióstr). Nie było jak jej zamachać, zatrąbić, zakrzyczeć, więc teraz jej Wink
Powrót do góry
Pokaż profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Piowini



Dołączył: 30 Kwi 2009
Posty: 16
Skąd: Grudziądz

poland.gif
PostWysłany: 17-09-2009, 18:50    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Witam wszystkich! Zazdroszczę wspaniałych wypraw! Ja dopiero co liznąłem dalsze wyjazdy, mam nadzieję się w nich rozsmakować. Bardzo proszę o szybkie podanie szczegółów amerykańskiej wyprawy z Rijeki! Właśnie mam mieć od 1. października urlop! Może się zdecyduję! Question Smile
Powrót do góry
Pokaż profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Maryla_croto



Dołączył: 18 Kwi 2006
Posty: 889

blank.gif
PostWysłany: 27-09-2009, 15:52    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wczoraj dojechalismy ze Zbyszkiem do Rijeki. I od razu sie okazalo, ze rowerami bedziemy jechac w przeciwna strone niz to bylo zaplanowane. Amerykanie stwierdzili, ze droga z Rijeki do Zdaru jest waska i zatloczona, bardzo niebezpieczna i oni jada autobusem albo pociagiem. Na szczescie po dlugich debatach, doszlismy do porozumienia, ze lepiej cofnac sie na polwysep Istria, spac w Opatiji, nazajutrz dotrzec do przeprawy promowej w Brestovej i przeprawic sie na wyspe Cres. Tu nocujemy w miasteczku Cres, jutro jedziemy na wyspe Malyj Lesij, a stamtad promem do Zadaru. Mamy szczescie, jutro odplywa ostatni prom.
Pogoda bardzo dobra do rowerowania, cieplo, ale nie goraco, troche wieje, ale do wytrzymania, w nocy tez cieplo, drogi asfaltowe bez zarzutu, widoki bardzo ladne. Tylko wszystko bardzo ucywilizowane i nie CROTO. Te mini wyprawe organizuje amerykanska organizacja Strowberry Fields for Ever z Santa Cruz. Sa tu dwie Turczynki, jedna Francuzka, jeden Anglik (malzenstwo notabene), dwojka Polakow, czli my i siodemka Amerykanow. Cool Cool Very Happy
Powrót do góry
Pokaż profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Maryla_croto



Dołączył: 18 Kwi 2006
Posty: 889

blank.gif
PostWysłany: 30-09-2009, 19:31    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Pozdrowienia z Szibeniku, czyli znad Adriatyku! Wciaz cieplo, mozna plywac w morzu i opalac sie. Troche wieje, ale da sie jechac...

A propos jechania, slow kilka jak inni organizuja rajdy. Ten jest polaczeniem demokracji ponad miare z czyms na ksztalt wolnej amerykanki. Tzn. Nie dostaje sie tu mapy i nie dociera na nocleg w tempie jakie kazdemu odpowiada i z dowolnym programem po drodze. Map meetingi trwaja wieczorami i rano, wszscy moga sie wypowiedziec, gdzie i jak lepiej jechac. Jest transport samochodowy bagazy, ale nie ma kierowcow przypisanych na cal wyprawe, uczestnicy ymieniaja sie za kierownica kazdego dnia, a nawet dwa razy w ciagu dnia. Nocleg tez podlega dyskusja do ostatniej chwili, wiec jest raczej tak, ze grupa sie trzyma razem, czeka na siebie po drodze, spotyka z samochodami, wymienia informacje. Nie bardzo mozna sie walesac.
Wiekszosc jezdzi na kolarkach i to dosc szybko, wiec tym bardziej nie ma czasu na lezenie w rowie, na plazy, czy siedyenie w knajpie. Towarzytwo sie zna, nie pierwszy raz tak podrozuje, wiec im to pasuje, ale crotosowi trudno sie przestawic na takie stadne jezdzenie. Ale generalnie fajne doswiadczenie. Tym bardziej, ze Chorwacja choc zachodnio ucywilizowana, to jest ladna i jest co zwiedzac. No ale drogo... Crying or Very sad
Powrót do góry
Pokaż profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Maryla_croto



Dołączył: 18 Kwi 2006
Posty: 889

blank.gif
PostWysłany: 06-10-2009, 15:59    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

No i po Chorwacji Sad
I od razu do zimna, w przeziebienie Confused Mad
W sumie 5 dni jezdzenia na rowerze, dwa promy, kilka wysp i wysepek, nie duzo kilometrow, pewnie niewiele ponad 300.
Jeden z crotosow, Rysiek, przygotowal teoretycznie rok temu trase wokol Adriatyku. Tak jak na to teraz patrze, to w lipcu i sierpniu moglo by byc za goraco, lepiej chyba jechac we wrzesniu/pazdzierniku. Takze mniej turystow, aczkolwiek i tak duzo. No i moze ceny troche nizsze. Ale wrzesien/pazdziernik, to juz nie kazdy moze jechac... Rolling Eyes
Trzeba by tez miec jakis lokalnych cyklistow do wspolpracy, ktorzy by podpowiedzieli ciekawe boczne drogi (nawierzchnia chyba wszedzie dobra), zeby nie jechac caly czas nadmorska trasa zatloczona samochodami. No i zeby pomogli znalez alternatywne do drogich campingow noclegi. Jakby ktos takich znal, to dajcie znac, a nuz cos sie wydarzy. Cool Shocked
Jest jeszcze opcja wynajecia stateczku, ktory wozi bagaze i rowerzystow od wyspy do wyspy, a oni sobie od portu do portu po ladzie pedaluja. No ale to juz naprawde droga impreza. Crying or Very sad
Powrót do góry
Pokaż profil autora Wyślij prywatną wiadomość
katarzynka



Dołączył: 11 Sie 2009
Posty: 44
Skąd: łódź

poland.gif
PostWysłany: 08-10-2009, 20:00    Temat postu: spóźnione odmachanko Odpowiedz z cytatem

odmachuje ci Maryllllko
choć internetowo tyllko

-wyższa z sióstr
Powrót do góry
Pokaż profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Maryla_croto



Dołączył: 18 Kwi 2006
Posty: 889

blank.gif
PostWysłany: 20-11-2009, 22:57    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Janek sam się nie pochwali, ale my nim chyba możemy... http://www.lubiehrubie.pl/news-2009-11-19_21:59/Jan,Zderkiewicz:,rekreacyjny,kolarz,–,turysta!.html
Janek, szykuj się! Nie jedno przed nami Cool
Powrót do góry
Pokaż profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Maryla_croto



Dołączył: 18 Kwi 2006
Posty: 889

blank.gif
PostWysłany: 24-11-2009, 17:17    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Dziś pożegnaliśmy CROTO-busa. SPRZEDANY! Sad Crying or Very sad
Tyle wspomnień... I taki zgrabny jakiś był. No żal... Skoro jednak w planie nie mamy tak długiej wyprawy jak chińska, to nie było ekonomicznego sensu trzymać go bez korzystania.
Sad Sad Sad Sad Crying or Very sad Crying or Very sad Crying or Very sad Sad
Pojechał do Opola Lubelskiego, będzie pieczywo rozwoził.
Powrót do góry
Pokaż profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Olcia



Dołączył: 11 Lip 2007
Posty: 35
Skąd: Trzebinia

poland.gif
PostWysłany: 24-11-2009, 21:45    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Smutny koniec CROTO-busa Sad

No ale może ta jego emerytura mu posłuży...

Fajny był Smile

_________________
www.lefcia.pl
Powrót do góry
Pokaż profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
katarzynka



Dołączył: 11 Sie 2009
Posty: 44
Skąd: łódź

poland.gif
PostWysłany: 27-11-2009, 20:55    Temat postu: odo doda Odpowiedz z cytatem

oda do busa-do busa oda
fajny był busik - busika szkoda
lecz trzeba zmieniać przyzwyczajenia
żegnaj nam busie do zobaczenia
niechaj się cieszą rogale chleb
niech zbankrutuje niejeden sklep
kiedy nadjedzie crotosobus
który piekarniobusem jest jus
Powrót do góry
Pokaż profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Maryla_croto



Dołączył: 18 Kwi 2006
Posty: 889

blank.gif
PostWysłany: 10-12-2009, 22:50    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

My tu gadu, gadu, a tu Rysiek Karkosz śle listy z Afryki:

"Witajcie Crotosowcy,
Na wyprawe Welocypedem przez Afryke zdecydowalo sie 4 chlopakow - 2 z Warszawy, 1 z Sochaczewa i ja [z Jaworzna]. Pierwsze 3 tygodnie w Egipcie - z Kairu do Asuanu jechaly z nami 4 warszawianki, ktore 23.11 wrocily do Polski.
Z Asuany promem za 160 zl poplynelismy do Sudanu. 356 km pokonalismy w 17 godzin. Teraz juz trzeci tydzien jedziemy przez Sudan. Temperatury w dzien dochodza tu do 40 stopni, ale ranki i wieczory sa chlodne. Spimy w namiotach na pustyni, a co 7-10 dni nocujemy w hotelu w jakims miescie, wiec jest mozliwosc skorzystania z kafejki internetowej. Na pustyni przy ognisku gotujemy wspolne kolacje, a drewno caly czas wozimy ze soba.
Po Świetach na miesiac przyjezdzaja do nas 4 osoby - chlopak i dziewczyna z Krakowa, dziewczyna z Warszawy i chlopak z Czestochowy, wiec bedzie nam nieco razniej. Oni za przelot z Polski do Etiopii w dwie strony placili 3500 zl.
Caly czas jedziemy przez pustynie, dolina Nilu az do Chartumu, w ktorym bedziemy za 5 dni. Potem tylko 500 km i wjedziemy, przed Świetami, do Etiopii. Na razie przejechalismy 2300 km, w Egipcie 1200 i w Sudanie 1100.
W Sudanie jest drogo. Za wize przed wyjazdem w Berlinie placilismy 40 Euro, a po wjezdzi oplate rejestracjna (meldunek) 103 zl. Ceny podstawowych artykulow sa podobne jak w Polce. Niestety - dla niektorych - ne mozna kupic alkoholu, bo religia zabrania.
Na poczatku stycznia przymierzamy sie do wejscia na najwiekszy szczyt Etiopii - Das Raszan (4.543 m n.p.m.), a w marcu przyjdzie pora na Kilimandzaro. Podobno oplaty za wejcie sa zabojcze (ponad 1000 USD).
W naszej ekipie jak narazie wszyscy zdrowi, choc jemy i pijemy to co tubylcy. Mielismy troche problemow technicznych w Egipcie - polamane szprychy, przebite detki, urwane bagazniki, zerwany lancuch, ale udalo sie wszystko naprawic. Nie uwierzycie, ale nasze rowery z bagazami i nami waza 170 kg. Wazylismy sie przed wejsciem na prom.
Pozdrawiam serdecznie wszystkich Crotosowcow. Na zyczenia swiateczne i noworoczne przyjedzie czas w Chartumie."
Powrót do góry
Pokaż profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Maryla_croto



Dołączył: 18 Kwi 2006
Posty: 889

blank.gif
PostWysłany: 21-12-2009, 15:23    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Życzenia z Afryki Cool , najdalej a najszybciej doszły!

"Witam jeszcze z Sudanu,
Calej CROTO-rodzinie zycze zdrowych, spokojnych oraz rodzinnych swiat Bozego Narodzenia. W Nowym Roku 2010 wielu udanych wypraw oraz rodzinnej i zawodowej satysfakcji. Udanego balu sylwestrowego.
Rysiek z Jaworzna, obecnie na wygnaniu w Afryce."
Powrót do góry
Pokaż profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Maryla_croto



Dołączył: 18 Kwi 2006
Posty: 889

blank.gif
PostWysłany: 24-12-2009, 12:50    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Drodzy Crotosi!
Żeby dużo aniołków i św. Mikołajów przyjechało (oczywiście na rowerach) do Was na Boże Narodzenie i zostawiło pod choinką udane prezenty.
Wesołych Świąt!
W Nowym Roku nieprzewidywalnych, ale w sensie pozytywnym, przygód rowerowych. I nie tylko... Obyśmy zdrowi byli i to wszystko przeżyli!
CROTO-team

http://www.jacquielawson.com/viewcard.asp?code=2010673348626&source=jl999
Powrót do góry
Pokaż profil autora Wyślij prywatną wiadomość
katarzynka



Dołączył: 11 Sie 2009
Posty: 44
Skąd: łódź

poland.gif
PostWysłany: 09-01-2010, 19:24    Temat postu: tęskno do roweraaaa Odpowiedz z cytatem

coś bym tu dopisać chciała ,ale nie wiem co,
wena w kącie gdzieś przyspała, albo ktoś pożyczył ją
więc pozdrowie w nowym roku, Rowerowych wszystkich Croto
niech bicykle w domach tęsknią,zanim znowu wjadą w błoto
zanim deszcz i wiatr je muśnie,
zanim pot z siodełka chluśnie,
zanim guma zanim dentka,
nim noga z wysiłku "mientka",
życze zdrowia i kondycji, nienagannej aparycji
i w ogóle najlepszego : Tego ,Śmego i Owego.
Powrót do góry
Pokaż profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Maryla_croto



Dołączył: 18 Kwi 2006
Posty: 889

blank.gif
PostWysłany: 21-01-2010, 19:24    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

CROTO-swiat jest maly, albo Crotosi sa wszedzie... Ide sobie ulica w Katowicach, zreszta z innym Crotosem ramie w ramie (Łukaszem), snieg sypie w twarz, mroz, a tu z naprzeciwka leci zakapturzony... Mieciu. No Shocked Very Happy Razz
Powrót do góry
Pokaż profil autora Wyślij prywatną wiadomość
ANIA



Dołączył: 11 Lip 2007
Posty: 13

poland.gif
PostWysłany: 22-01-2010, 00:50    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

a owszem świat nie za wielki jest: czekam sobie na samolot do Oslo, a tu pojawia się Sławek we własnej osobie. A w Oslo utknęliśmy w korku spowodowanym wyjazdem Pana B.Obamy - może to przyszły Crotos jest - who knows:)
Powrót do góry
Pokaż profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Maryla_croto



Dołączył: 18 Kwi 2006
Posty: 889

blank.gif
PostWysłany: 06-02-2010, 15:33    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Rysiek jak nie pisal, to nie pisal, ale jak juz napisal, to jest co poczytac. Dzieki! No i nieustajace pozdrowienia!!!

Pozdrawiam z Etiopii.
Jutro minie 100 dni od naszego wyjazdu z Polski. To zaledwie niewiele ponad 3 miesiace, a wrazen tyle, ze mozna byloby napisac solidna ksiazke. W Egipcie spedzilismy 23 dni, w Sudanie 30, a teraz od 46 dni przemierzamy Etiopie. Przejechalismy na rowerach, jak dotad, 4500 km.
Afryka caly czas nas zaskakuje. Kazdy kraj jest inny. Egipt, to jedno wielkie muzeum. Wspaniale zabytki Kairu i Luksoru - piramidy, swiatynie, klasztory, to obiekty wpisane na liste swiatowego dziedzictwa UNESCO. Na ulicach miast pelno policji i wojska. Ciekawym przezyciem byl 24-godzinny rejs promem przez olbrzymie Jezioro Nasera z Asuanu w Egipcie do Wadi Halfa w Sudanie.
Sudan z kolei, to najwiekszy kraj Afryki, osiem razy wiekszy od Polski. To kraj olbrzymich przestrzeni miedzy miastami i wielkich upalow. Zaraz po wjezdzie kupilismy na bazarze 5-litrowy garnek i patelnie, i odtad wieczorem przy ognisku gotujemy i smazymy posilki. Utrudnia nam to troche jazde, bo oprocz solidnych bagazy musimy takze wozic gary, drewno, wode i produkty spozywcze, ale wreszcie jemy to co chcemy - roznego rodzeju zupy, makaron albo ryz z miesem lub warzywami, jajecznice, nalesniki czy salatki jarzynowe lub owocowe.
Wigilie i Boze Narodzenie spedzilismy juz w Etiopii, do ktorej wjechalismy 23 grudnia. Wigilia byla smutna, bo daleko od rodzin i znajomych. Namioty rozbilismy w zagajniku, daleko od ludzkich osiedli. Zapalone swieczki podkreslaly uroczysty nastroj. Chleb zastapil oplatek. Dlugo wspolnie spiewalismy koledy.
Na przelomie roku odbylismy 6-dniowa piesza wyprawe na najwyzszy szczyt Etiopii Ras Daszan (4.543 m n.p.m). Rowery i bagaze zostawilismy w magazynie biura Narodowego Parku Gor Semion, gdzie wplacililismy stosowna oplate. Wynajelismy obowiazkowego skauta z bronia oraz 2 tragarzy i po 5 dniach marszu - 3 stycznia zdobylismy szczyt. Niestety tylko w dwojke, bo jeden z kolegow pierwszego dnia skrecil noge, a drugi zrezygnowal po 3 dniach wedrowki. W drodze na Ras Daszan spotkalismy liczne rodziny malp oraz kozice gorskie. Razem z nami na szczyt weszla trojka Polakow z Warszawy, Czestochowy i Krakowa, ktorzy przylecieli do nas do Etiopii i spedzili z nami 3 tygodnie.
Etiopia, to jeden z najubozszych krajow swiata, bardzo trudny do podrozowania na rowerze. Caly czas jedziemy po gorach na wysokosci ponad 2000 m. Strome podjazdy i ostre zjazdy, duzo remontowanych odcinkow drog oraz stada krow, owiec i koz znacznie utrudniaja jazde. Do tego dochodzi marne zaopatrzenie w sklepach oraz ciagle poszukiwanie wody, ktora poza miastami mozna zdobyc jedynie w studniach, gdzie ustawiaja sie tasiemcowe klejki. Na szczescie upaly nie sa tak duze jak w Sudanie, a kilka razy wieczorem nawet troche pokropilo. Sporym utrudnieniem w Etiopii sa dla nas brak lacznosci oraz kradzieze. Czesto po kilka dni nie mamy zasiegu telefonii komorkowej, a dostep do internetu jest tylko w duzych miastach. Mimo ze staramy sie pilnowac swoich bagazy sporo rzeczy nam zginelo. Stracilismy namiot, aparat fotograficzny, telefon komorkowy, portfel z niewielka gotowka, polskie ksiazki, plyty CD, ladowarke i akumulatory do apartau fotograficznego, okulary przeciwsloneczne, a nawet deske do krojenia warzyw.
Od polowy stycznia jedziemy w "trojke", bo kolega z Warszawy zrezygnowal z dalszej jazdy i wrocil do Polski. Los nie oszczedzil takze innego uczestnika ekipy z Sochaczewa, ktory w grudniu ponad godzine przebywal w areszcie policyjnym, a 1 lutego w jego organizmie wykryto obecnosc malarii i tyfusu. 7 grudnia w Sudanie zwiedzalismy piramidy, znacznie mniejsze od egipskich. Teren byl otwarty, nie ogrodzony, nie bylo zadnych tablic informacyjnych. Po zrobieniu zdjec ruszylismy dalej w droge. Po kilkuset metrach jazdy zatrzymala nas policja i zazadala okazania biletow. Jak sie okazalo takie bilety mozna nabyc w sasiednim miescie, o czym nie mielismy pojecia. Ruszylismy dalej, ale policja zatrzymala jadacego na koncu kolege i doprowadzila do aresztu, w ktorym przesiedzial ponad godzine, az do wyjasnienia sprawy i wniesienia odpowiedniej oplaty.
Druga przykra sytuacja ktora spotkala naszego kolege miala miejsce kilka dni temu. Wieczorem 30 i 31 stycznia mial wysoka goraczke, ponad 40 stopni, ale rano temperatura spadala. Mimo tego podjal jazde do odleglej o 2 dni Addis Abeby, choc mu odradzalismy. Jechal z trudem, ale utrzymywal tempo jazdy. I wtedy stala sie rzecz niezwykla. Zatrzymal sie VW-bus, z ktorego wysiadl Niemiec w srednim wieku, by zrobic nam zdjecie, gdy zobaczyl flage Polski na bagazniku roweru. Przy okazji zaproponowal podwiezienie chorego kolegi do Addis Abeby - gdzie mieszkal, a nam wszystkim pobyt u niego w domu. Gdy po 2 dniach dotarlismy do stolicy Etiopii, kolega byl juz po badaniach w szpitalu. Stwierdzono u niego obecnosc malarii i tyfusu. Na szczescie byly to niezbyt grozne dla zycia odmiany i przepisano mu antybiotyki.
Wspomniany Niemiec okazal sie specjalista od budowy drog. Wczesniej pracowal m.in. w Islandii i Izraelu, a niedlugo wyjezdza do RPA. Od 3,5 roku mieszka w Addis Abebie, gdzie rzad niemiecki wynajmuje mu domek z ogrodkiem i budynkiem gospdodarczym, w ktorym jest garaz, pralnia i wc. Mieszkamy u niego od 1-go lutego w namiotach na ogrodku nie placac za pobyt. Wreszcie porzadnie sie wymylismy i przez 2 dni robilismy pranie. Pierwszego dnia gospodarz przygotowal nam kolacje - makaron z warzywami oraz salatke jarzynowa. Zrewanzowalismy sie nastepnego dnia przygotowujac zupe z porow z grzankami oraz kotlet mielony ze smazona kapusta oraz ziemniekami. Do tego nasz dobroczynca zaserwowal wino i soki.
W Addis Abebie codziennie zwiedzamy rozne obiekty. Bylismy w Muzeum Etnograficznym oraz Muzeum Narodowym, gdzie jest ekspozycja szkieletu legendarnej Lucy, najstarszego znaleziska na ziemi szkieletu ludzkiego sprzed 3,5 mln lat. Odwiedzilismy takze Marcado - najwiekszy w Afryce bazar oraz palac cesarza Hajle Selassiego, ktory rzadzil Etiopia w latach 1930-1974. Dzis jest to budynek uniwersytecki, a muzeum poswiecone cesarzowi znajduje sie na pietrze. Palac, a wlasciwie palacyk jest miejscem akcji ksiazki Ryszarda Kapuscinskiego "Cesarz".
Uzyskalismy tez w ambasadzie Kenii wizy za jedyne 25 dolarow US. Do tego kraju zamierzamy wjechac pod koniec lutego.
Jak dotad nie mamy klopotow z rowerami. Od czasu do czasu musimy tylko zakleic przebita detke. Humory tez dopisuja, bo Afryka choc stwarza wiele problemow wciaz nas zaskakuje swoja egzotyka.
Pozdrowienia dla wszystkich znajomych.
Powrót do góry
Pokaż profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Maryla_croto



Dołączył: 18 Kwi 2006
Posty: 889

blank.gif
PostWysłany: 17-02-2010, 01:50    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Smutne wieści z Ameryki, Gary Hoffman nie żyje, zmarł na raka 28 stycznia. Wiadomość przyszła od żony - Donny, z którą razem pdróżowali z nami (7-22.07): "We loved our Poland bike ride with Baltic Cycle and wanted to share more rides".

W galerii uczestników tej wyprawy znajdziecie jego zdjęcie: http://www.bicycle.pl/component/option,com_zoom/Itemid,14/catid,42/PageNo,5/

Możemy tylko pamiętać i wspominać. No i zapraszać Donnę na nasze wyprawy.
Powrót do góry
Pokaż profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Maryla_croto



Dołączył: 18 Kwi 2006
Posty: 889

blank.gif
PostWysłany: 16-03-2010, 15:06    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cool Wieści i pozdrowienia od Ryśka z Afryki! Cool

Troche Wam zazdroszcze tegorocznych wypraw, choc ja w Afryce nie narzekam na brak wrazen. Od 3 tygodni jestesmy w Kenii. To zupelnie inny kraj niz poprzednie. Jezykiem urzedowym jest angielski, a nie jak przedtem arabski czy amharski. Obecnie jestesmy w Nairobi, gdzie od 5 dni mieszkamy na plebani kosciola katolickiego, ktorym opiekuja sie kenijscy o. Franciszkanie pod duchowym - i nie tylko - przewodnictwem Polaka ojca Tadeusza Brzozowskiego. Wczoraj bylismy na bardzo milym spotkaniu w polskiej ambadsadzie. Pani ambasador, przemila osoba, wraz z cala obsada placowki poswiecila nam az 1,5 godziny czasu. Na 25 marca przygotowuje nam spotkanie z kenijska Polonia. Teraz jedziemy na tydzien, na wybrzeze, nad Ocean Indyjski do drugiego miasta Keniii - Mombasy. Tam troche odpoczniemy i wracamy do Nairobi. Swieta bedziemy chcieli spedzic w polskiej misji, ale juz w Tanzanii. Przed swietami postaram sie napisac wiecej o naszych ostatnich przygodach.


Zmieniony przez Maryla_croto dnia 07-04-2010, 22:55; w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Pokaż profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Maryla_croto



Dołączył: 18 Kwi 2006
Posty: 889

blank.gif
PostWysłany: 07-04-2010, 22:23    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kolejne wieści od Ryśka z Afryki:

Moshi/Tanzania, 07.04.2010 r.
1 kwietnia rozpoczelismy szosty miesiac podrozy przez Afryke. Za nami przejechanych na rowerze prawie 7 tys. km. Odwiedzilismy juz Egipt (23 dni), Sudan (30), Etiopie (63) oraz Kenie (33). Od 30 marca jestesmy w Tanzanii.
Jedziemy w trojke od 11 stycznia, po rezygnacji jednego z uczestnikow wyprawy. Wraz ze mna jedzie Maciek z Warszawy i Mariusz z Teresina.
Od 24 lutego do 30 marca jechalismy przez Kenie. To zupelnie inny kraj niz wczesniej odwiedzane. Jezykiem urzedowym jest tu angielski, a nie arabski (Egipt, Sudan), czy amharski (Etiopia). Poziom zycia w Kenii jest duzo wyzszy, a zaopatrzenie w sklepach o wiele lepsze. Jedynym problemem na poczatku byl obowiazujacy tu na drogach ruch lewostronny. Z czasem jednak do tego przywyklismy. Pierwsze 500 km jazdy przez Kenie, to istna droga krzyzowa, ani grama asfaltu. Kamienista tarka nie pozwalala przekroczyc predkosci 10 km/h. W ciagu 9 dni przejechalismy zaledwie 300 km, bez lacznosci z Polska (brak zasiegu telefonii komorkowej) i nekani przez ciagle deszcze. Jadac przez wyludniona sawanne spotykalismy tylko niewielkie osady zamieszkale przez plemie Samburow. 8 marca dotarlismy do miasta Nanyuki, gdzie za zgoda miejscowego proboszcza (Wlocha) rozbilismy namioty tuz za kosciolem katolickim. Gdy wieczorem wrocilismy z zakupow bramy byly zamkniete. Musielismy forsowac ogrodzenie. Widac koscielny nic nie wiedzial o naszym pobycie. Nastepnego dnia zwiedzilismy bardzo zadbany angielski cmentarz wojenny, nad ktorym wznosil sie drugi szczyt Afryki Mt. Kenia (5.196 m), a wyjezdzajac z miasta w samo poludnie przekroczylismy rownik. Wjechalismy na polkule poludniowa i w jednej chwili z kalendarzowej zimy (9 marca) znalezlismy sie w lecie. W kolejnym miescie Nyeri nocowalismy w namiotach na terenie internatu szkoly sredniej dla dziewczat, prowadzonego przez siostry zakonne. W miescie tym odwiedzilismy grob twrorcy i zalozyciela swiatowego skautingu Roberta Badena Powella. Pod koniec zycia przebywal on na leczeniu w Kenii i tu zmarl. W Nyeri spotkala nas tez przykra przygoda. W czasie pobytu w kawiarni internetwej z naszych rowerow skradziono liczniki.
12 marca dotarlismy do stolicy Kenii. 3-milionowe Nairobi zrobilo na nas duze wrazenie. Miasto zadziwia rozmachem architektonicznym oraz poziomem zycia mieszkancow, choc na obrzezach spotkac mozna cale osiedla slumsow. Duze supermarkety nie ustepuja naszym, europejskim. Kupic mozna prawie wszystko, a ceny sa nizsze niz w Polsce. W Nairobi przez tydzien mieszkalismy u ojcow Franciszkanow kenijskich, ktorych przelozonym byl polski misjonasz ojciec Tadeusz Brzozowski. Podczas niedzielnej mszy (14.3) zostalismy wywolani przed oltarz i zgromadzonym wiernym opowiadalismy o naszej wyprawie. Poczatkowo planowalismy 2-3 dni pobytu w Nairobi, ale po wizycie w polskiej ambasadzie (15.3) plany nasze ulegly zmianie. Pani ambasador bradzo mila i uczynna osoba zaproponowala nam spotkanie z Polonia 25 marca, na co chetnie przystalismy. Mielismy wiec do 10 dni wolnego czasu. Spedzilismy je na wybrzezu Oceanu Indyjskiego.
Pojechalismy wraz z rowerami pociagiem do drugiego miasta Kenii - Mombasy. Odleglosc 500 km pociag pokonal w 15 godzin. Za bilet 3 klasy zapalacilismy tylko 19 zl, a np. bilet 2 klasy kosztowal juz 100 zl. Za 16-kilogramowe rowery zaplacilismy po 15 zl. Z Mombasu - juz na rowerach - dotarlismy jadac wzdluz wybrzeza do miasta Maldini. Tam wypoczywalismy przez kilka dni, kapiac sie w cieplutkim ceanie. Wracajac
po tygodniu z wybrzeza do Nairobi zza szyb pociagu moglismy podziwiac z bliska prawdziwy afrykanski zwiarzyniec - antylopy, strusie, zebry i zyrafy.
Na spotkaniu z Polonia w ambasadzie pokazalismy zdjecia z dotychczasowej podrozy oraz odpowiadalismy na wiele pytan. Obecny byl szef Komisji Europejskiej w Kenii, ksiezna Maria Sapieha - wnuczka Ministra Spraw Zagranicznych II RP Eustachego Sapiehy oraz Polacy pracujacy na kontraktach firm i instytucji miedzynarodowych. Po spotkaniu miejscowa telewizja K24 przeprawadzila z nami wywiad. W naszej ambasadzie mieszkalismy 3 dni. Podczas pobytu w Nairobi odwiedzilismy takze dom i posiadlosc dunskiej pisarki Karen Blixen, ktora na poczatku XX wieku mieszkala tu przez 15 lat na plantacji kawy. Swoje losy opisala w powiesci "Pozegnanie z Afryka". Film oparty na tej ksiazce z Meryl Streep i Robertem Redforde, w 1984 roku wyrozniony zostal przez Amerykanska Akademie Filmowa siedmioma Oskarami. Od imienia pisarki - Karen nazwe przyjela cala dzielnica.
Z Nairobi do granicy Kenii z Tanzania jest tylko 160 km. Tuz za granica wznosi sie potezne Kilimandzaro, najwyzszy szczyt Afryki (5.895 m n.p.m). Przy dobrej pogodzi mozna go dostrzec z lotniska w Nairobi. Granice Kenii z Tanzania przekroczylismy 30 marca. Nastepnego dnia dotarlismy do polskiej placowki misyjnej, 17 km za duzym miastem Arusha. U ojcow Franciszkanow spedzilismy Wielkanoc. Razem z nami w Domu Formacyjnym mieszkala mloda polska lekarka z Kielc. Nad jeziorem Wiktoria zarzadza ona osrodkiem zdrowia zbudowanym z funduszy NSZ i Fundacji Redemptoris Missio. Przed przyjazdem do misji wraz z kolezanka braly udzial w wyprawie na Kilimandzaro. Koszt takiej wycieczki to ok. 4000 zl. Z ciezkim sercem musielismy wiec zrezygnowac z wyprawy na Kili. W misji trzech polskich ksiezy ma pod swoja opieka kosciol oraz dwie kaplice. Msze swiete odbywaja sie w jezyku suahilii. Sa bardzo zywiolowe. Chor spiewa i tanczy, a wszyscy wierni klaszcza w dlonie. Rzadko kiedy msza trwa krocej niz 2 godziny. Nie ma w tutejszym kosciele zwyczaju swiecenia potraw.
Wczoraj opuscilismy goscinne progi ojcow Franciszkanow, po 6-ciu dniach pobytu. Do konca kwietnia planujemy pobyt w Tanzaniii. W maju zamierzamy przejecvhac Zambie, a w czerwcu - Botswane. W lipcu wjedziemy do Republiki Poludniowej Afryki, gdzie w tym czasie trwac beda mistrzostwa swiata w pilce noznej. Chcemy zobaczyc jeden z meczow. Potem dotrzemy do Kapsztadu, skad samolotem wrocimy do Polski.
Powrót do góry
Pokaż profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Maryla_croto



Dołączył: 18 Kwi 2006
Posty: 889

blank.gif
PostWysłany: 14-05-2010, 17:00    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Rysiek pozdrawia z Zambii!!!

Lusaka/Zambia, 14.05.2010 r.
Od 3 dni mieszkamy u Misjonarek Swietej Rodziny w stolicy Zambii - Lusace. Sa tu Zambijki, 3 Kenijki i 3 Polki - siostry Maria, Judyta i Apolonia. Zakonnice opiekuja sie szkola przysposobienia zawodowego (gotowanie, krawiectwo, dziewiarstwo), przedszkolem, sierocincem (dzieci po zmarlych rodzicach na Aids) oraz domem starcow. W misji mamy wspaniale warunki pobytu. Do dyspozycji oddzielne pokoje, wc, prysznic i kuchnie. Wspolnie z siostrami jemy posilki.
Do Zambii wjechalismy 29 kwietnia, wczesniej przez 30 dni bylismy w Tanzanii. Pierwszym duzym miastem po przekroczeniu granicy byla Arusha. Stad mozna jechac albo na zachod - przez slynny Park Narodowy Serengeti nad jezioro Wiktoria, albo na poludnie - do stolicy Dodomy, lub tez na wschod - tuz obok najwyzszej gory Afryki Kilimandzaro do wielkiego miasta nad Oceanem Indyjskim - Dar es Salam. Wybralismy ten ostatni wariant, bo po drodze byla jeszcze misja polskich ojcow Franciszkanow, w ktorej chcielismy spedzic Wielkanoc. Do Dar es Salam, wielkiego portu, do ktorego trzeba bylo zjechac z glownej drogi ponad 100 km, pojechalismy autobusem. Rowery i bagaze na 2 dni zostawilismy na wiejskim posterunku policji. W Dar es Salam bylismy na wielkim targu rybnym, na ktorym mozna bylo kupic przerozne "owoce" morza. Zwiedzilismy tez dworzec kolejowy pamietajacy jeszcze czasy kolonialne. W drodze powrotnej spalismy w Chalinze, w obskurnym hoteliku, gdzie za pokoj bez okna z jednym duzym lozkiem zaplacilismy tylko 8 zl. W Tanzanii czesto padaly deszcze, bo w tym czasie na polkuli poludniowej byla pora deszczowa. Wiele razy nocowalismy pod dachem, a naszym ulubionym miejscem byly przykoscielne plebanie oraz szkoly. Wszedzie przyjmowano nas bardzo zyczliwie. Spalismy w salach katechetycznych, pomieszczeniach gospodarczych, a nawet w nieczynnych kosciolach.
18 kwietnia droga nieoczekiwanie prowadzila przez Park Narodowy Mikumi. To bylo prawdziwe safari. Przez 50 km moglismy z bliska podziwiac stada antylop, bawolow, malp, sloni, zebr i zyraf, ktore tuz przed nami przebiegaly szose.
Od 2 tygodni jestesmy w Zambii. Jedzie nam sie bardzo dobrze. Droga jest asfaltowa, a pogoda wysmienita, choc w poludnie slonko mocno jeszcze przygrzewa. Wozimy ze soba wiecej jedzenia, bo nie ma tu przydroznych barow, jak to bylo w poprzednich krajach. Mamy tez czasem problemy ze zdobyciem wody. Zdarzalo sie, ze gotowalismy deszczowke, wode z rzeki lub z dolkow wykopanych przez miejscowych na podmoklych lakach. Zaopatrzenie w sklepach tez jest marne, a ceny dosc wysokie.
Na szczescie po drodze spotykamy wielu Polakow przebywajacych na misjach katolickich. Bylismy w Kapiri Mposhi, u Misjonarek Swietej Rodziny, ktore prowadza przedszkole, szkole podstawowa i srednia - najlepsze w Zambii. Nocowalismy w Kabwe, w misji ojcow Salezjanow, a obecnie, od 3 dni korzystamy z gosciny naszych siostr w Lusace.
Za nami 6,5 miesiaca i 9200 przejechanych kilometrow. Afryka jest wspaniala, ale coraz czesciej myslimy o Polsce, o rodzinach i znajomych w kraju. Za 2 miesiace skonczy sie afrykanska przygoda i na zawsze pozostana niesamowite wspomnienia. Najpierw jednak trzeba dokonczyc, to co rozpoczelismy 1 listopada ubieglego roku. Zastalo tak niewiele - tylko Botswana i Republika Poludniowej Afryki. A potem juz tylko lot z Kapsztadu przez Istambul do Warszawy, za jedyne 525 euro.
Lacze pozdrowienia
Powrót do góry
Pokaż profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Maryla_croto



Dołączył: 18 Kwi 2006
Posty: 889

blank.gif
PostWysłany: 11-06-2010, 21:03    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Po prawie roku od wyjazdu na Krym, komornik odzyskal reszte pieniedzy, ktore byl nam dluzny nieuczciwy przewoznik.
Przypomne, ze firma, ktora miala nas zabrac z Odessy i przywiezc do Warszawy, w przeddzien powrotu po poludniu poinformowala, ze autokar zostal zatrzymany na granicy i ze sami mamy sobie zalatwic dojazd do granicy, przekroczyc ja, a oni tam beda na nas łaskawie czekac. Kierowcy mieli nam juz na granicy oddac to, co wydalismy na zorganizowany dzieki pomocy odeskich dobrych dusz transport zastepczy. Oczywiscie nie mieli zadnych dla nas pieniedzy, firma zamilkla, sprawe oddalismy więc do sadu, ale nawet po wyroku, ktory zapadł na nasza korzysc po pierwszej rozprawie zaocznie, przewoznik nie oddawal kasy. Sprawa poszla do komornika i wtedy sie ruszylo, przewoznik oddal sam kase, ale nie cala i dopiero komornik wycisnal reszte.
Ci ktorzy jechali do i z Odessy pamietaja jakosc autokarow, ktore teoretycznie mialy byc super hiper.

TAK WIĘC PRZESTRZEGAM PRZED SPÓŁKĄ Z O.O. 24travels.com z Bielska-Bialej. Oszusci i nacigacze!!!


Dwa lata wcześniej natknęliśmy się w Istambule na podobna minę, czyli innego przewoznika, ktory nie doatarl po nas, czekakal na granicy z Bulgaria (przewoznik nie pomyslał, że kierowcom trzeba wyrobić wizy). Tyle ze tamten oddal skwapliwie pieniadze. To byly chyba radomskie Wyprawy Rowerowe.
Numer dwa na naszej czarnej liście.
Powrót do góry
Pokaż profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Maryla_croto



Dołączył: 18 Kwi 2006
Posty: 889

blank.gif
PostWysłany: 13-06-2010, 14:28    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Są też pozytywni bohaterowie tej opowieści przede wszystkim konsul RP w Odessie - Adam Adamczuk. Pomagał nam na bieżąco, zwłaszcza żebyśmy byli odprawieni na granicy bez zbędnych ceregieli i czekania z rowerami i wszystkimi bambetlami, a potem pisemnie zaświadczył przed sądem jak było, a nie jak to przedstawiał przewoźnik.
Powrót do góry
Pokaż profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Maryla_croto



Dołączył: 18 Kwi 2006
Posty: 889

blank.gif
PostWysłany: 15-07-2010, 15:51    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Rysiek wraca z Afryki! Dziś wylatują do Polski. Można powiedzieć, że jak spod Grunwaldu, co więcej Rysiek na zdjęciach wygląda niczym jak jakiś woj, bo spełnł chyba swoją obietnicę i przez te 8,5 miesiąca nie golił się i nie ścinał włosów (z głowy).

Czapki z głów!


Pozdrawiam z Kapsztadu,

Ostatni miesiąc wyprawy rowerowej na Czarnym Lądzie spędziliśmy w Republice Południowej Afryki, gdzie przejechaliśmy prawie 2000 km. RPA, to ósmy kraj na naszej trasie z Kairu do Kapsztadu. Wcześniej odwiedziliśmy Egipt (23 dni), Sudan (29), Etiopię (63), Kenię (34), Tanzanię (30), Zambię (25) i Botswanę (23). Na terenie RPA można przebywać bez wizy do 30 dni, a ponieważ bilety na samolot do Polski mieliśmy wykupione na 15-go lipca, do RPA z Botswany wjechaliśmy 16-go czerwca. RPA zamieszkuje 44 mln ludzi. Biali stanowią niewielki procent obywateli tego kraju, ale są widoczni na każdym kroku. W centrach handlowych, za kierownicą samochodów osobowych czy w katolickich kościołach są w zdecydowanej większości. Mieszkają w strzeżonych osiedlach, willowych dzielnicach lub na farmach niedostępnych dla czarnych. Wielkie plantacje czy farmy są bez wyjątku własnością ludzi białych. Za to przy ulicznych straganach, w publicznych środkach lokomocji czy wszelkiego typu pracach fizycznych roi się od ludzi czarnych. Gdy jechaliśmy podmiejską koleją do Kapsztadu w 100-osobowym wagonie byliśmy jedynymi białymi. O RPA mówi się, że jest to kraj 4 stolic (Pretoria, Johanesburg, Durban i Kapsztad) i 11 języków (angielski, afrikans + 9 języków plemiennych). To kraj o wysokim poziomie cywilizacyjnym. Drogi, centra handlowe, banki, stacje paliw czy obiekty użyteczności publicznej standardem nie odbiegają od naszych, europejskich.

Dzień przed wjazdem do RPA, 15 czerwca, znacznie się ochłodziło. Skończyła się jazda w klapkach i krótkich spodenkach. I choć wiedzieliśmy, że czerwiec na półkuli południowej, to początek zimy, sytuacja nas zaskoczyła. Wieczory i ranki były tak zimne, że spanie w namiocie stało się ekstremalnym wyczynem. Na szczęście RPA, to kraj ludzi życzliwych, którzy nie odmawiają pomocy potrzebującym. Spośród 29 noclegów tylko 3 spędziliśmy pod namiotami. 18 razy spaliśmy w prywatnych domach, 4 razy na policji i po 2 razy w misjach kościelnych i kościołach katolickich. Byliśmy zaskoczeni życzliwością obcych nam ludzi, którzy oprócz zapewnienia nam dachu nad głową nierzadko zapraszali nas do stołu, oferowali gorącą kąpiel i umożliwiali pranie brudnych rzeczy.

Początkowo nie planowaliśmy pobytu w stolicy RPA Pretorii i największym mieście Johanesburgu z uwagi na liczne sygnały mówiące o wrogim nastawieniu czarnej większości do białych. Mieliśmy mejle i smsy z Polski ostrzegające nas przed tym, a nawet sam konsul polskiej ambasady odradzał nam wizytę w Pretorii. Zachowując zwiększoną ostrożność pojechaliśmy jednak do stolicy. 20 czerwca wzięliśmy udział w wyborach Prezydenta RP, przy okazji udzielając krótkich wywiadów Polskiej Telewizji, Gazecie Wyborczej i stacji radiowej RMF FM, które nagrywały relacje z wyborów. Prawie godzinę zajęło nam przejście kilkunastu kroków od bramy ambasady do lokalu wyborczego, ponieważ odpowiadaliśmy na dziesiątki pytań dotyczących naszej wyprawy, zadawanych nam przez ludzi wychodzących po głosowaniu. Noc poprzedzającą wybory spędziliśmy w Pretorii u polskiego misjonarza Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej, a kolejną u sióstr Służebniczek Starowiejskich w Johanesburgu.

RPA to duży kraj, 4 razy większy od Polski i w ciągu 4. tygodni trudno go poznać nawet pobieżnie. Udało nam się jednak choć trochę zwiedzić wielkie miasta – Johanesburg (5 mln ludzi), Kapsztad (3 mln) i Pretorię (2 mln). W Beauteford West, mieście rodzinnym Chrisa Barnarda, zwiedziliśmy muzeum poświęcone temu wybitnemu kardiochirurgowi, który w 1967 roku w Kapsztadzie przeprowadził pierwszą na świecie operację przeszczepu serca. Jadąc przez RPA mijaliśmy miasteczka o ciekawych nazwach, jak: Trzy Siostry, Książę Albert czy Pani Smith. Byliśmy przy stadionach w Pretorii i Kapsztadzie, na których rozgrywane były mecze piłkarskich mistrzostw świata, ale niestety żadnego spotkania nie udało nam się obejrzeć na żywo. 6 lipca dotarliśmy do Przylądka Igielnego, najdalej na południe wysuniętego punktu Afryki, gdzie – umownie oczywiście – Ocean Atlantycki łączy się z Oceanem Indyjskim. Osiągając przylądek przejechaliśmy Afrykę z północy (od Kairu) na południe. Zajęło nam to 8,5 miesiąca. W tym czasie przejechaliśmy 13.000 km.



Na koniec krótkie podsumowanie. W czasie wyprawy m.in.:

- Spaliśmy: w samolocie, pociągu, kościołach, klasztorach, misjach kościelnych, hotelach,szkołach, ambasadzie polskiej w Nairobi, bazach wysokogórskich, domach prywatnych oraz na promie, kempingu, plaży, policji, stacjach paliw i przede wszystkim na łonie natury – na pustyni, w sawannie i buszu.

- Jedliśmy: dania regionalne różnych krajów w tanich pubach i barach, hotelowych restauracjach i w pizzeriach, w prywatmych domach i misjach kocielnychi, a także posiłki przygotowywane przez nas samych z produktów kupowanych na bazarach i targowiskach, w małych sklepikach i wielkich supermarketach.

- Widzieliśmy: w Egipcie - piramidy pod Kairem, starożytne Teby z Doliną Królów w Luksorze oraz Wielką Tamę Asuańską; w Etiopii - zamek w Gondarze, kościoły wykute w skale w Lalibeli, starożytne miasto Aksum oraz pałac cesarza Haile Selassie; w Tanzanii – Park Narodowy Mikumi, a w nim słonie, żyrafy, antylopy, zebry, bawoły, małpy, kameleony i jeżozwierze, cmentarz polskich wygnańców z Syberii oraz plemiona Masajów i Samburów; w Botswanie – Wodospady Wiktorii na rzece Zambezi oraz kopalnie diamentów; zwiedzaliśmy także stolice – Kair, Chartum, Addis Abebę, Nairobi, Lusakę i Pretorię oraz duże porty na oceanem – Mombasę w Kenii, Dar es Salam w Tanzanii i Kapsztad w RPA.

- Odwiedziliśmy: polskie misje kościelne ojców Franciszkanów, Salezjanów i Werbistów oraz sióstr Misjonarek Świętej Rodziny i Służebniczek Starowiejskich.

- Przeżyliśmy: nocną inwazję mrówek, wizytę przy namiocie samotnego słonia, wigilię w lesie, Wielkanoc w misji polskich Franciszkanów w Tanzanii, sylwestra i Nowy Rok w bazach pod szczytem Ras Daszan w Etiopii, krótkotrwały areszt jednego z kolegów, 3 ataki malarii, wybory Prezydenta RP w polskiej ambasadzie w RPA i przede wszystkim wspaniałą przygodę.

- Przekroczyliśmy: wielkie rzeki Nil (6.671 km), Zambezi i Oranje; Zwrotnik Raka (23.11, Egipt), równik (9.3, Kenia) i Zwrotnik Koziorożca (4.6, RPA).

- Zdobyliśmy: najwyższy szczyt Etiopii – Ras Daszan (4.543 m n.p.m)

- Straciliśmy: namiot, aparat fotograficzny, telefon komórkowy, liczniki rowerowe, karimatę, okulary słoneczne (kilka sztuk) i inne drobne przedmioty, a także sporo zdrowia oraz po kilka kilogramów wagi ciała.

- Zyskaliśmy: sporo doświadczeń oraz wielu przyjaciół spotkanych na drodze.

- Doświadczyliśmy: wielkiej życzliwości i pomocy od wielu anonimowych ludzi.



Pozdrawiam,

Kapsztad, 15.07.2010 r.

Rysiu, a może tak z rozbiegu na Ararat. Zapraszamy. Samochód czeka, start 20 lipca.
Powrót do góry
Pokaż profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Anu



Dołączył: 04 Lip 2007
Posty: 73
Skąd: awazsraW

indonesia.gif
PostWysłany: 03-08-2010, 01:09    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

I na mnie przyszła pora, ruszam dziś rano. W zasadzie styl wolny, o trasie będę decydował na bieżąco. Ma to niestety swoje odzwierciedlenie w ilości map ( Polska, Ukraina, Rumunia, Mołdawia, Węgry, Słowacja, Czechy – od ogólnych po szczegółowe). Generalnie podłączam się na wysokości Warszawy do trasy wzdłuż wschodniej granicy, a na Podkarpaciu zmieniam stronę na ukraińską. Tam oczywiście Lwów i inne miasteczka o polskich korzeniach, ale jedynie jako dodatek. Główny cel to dokładnie objechanie Karpat Wschodnich (taka podróż sentymentalna), a jak da się gdzieś ulokować rower, to również wejście na kilka górek. Potem północna Rumunia z Bukowiną, Marmaroszem i Alpami Rodańskimi, a pomiędzy nimi nieodległy wypad nieco na południe, do wąwozu Bizac. (Kusi dalsze południe z Szosą Transfogaraską, ale to będzie bieżąca decyzja w zależności od okoliczności). A planowo po północnej Rumunii nawrót w stronę domu. Węgry tranzytem, a Słowacja już dokładnie – trochę zamków, ale i tam głównie góry. W Wysokich Tatrach spojrzenie w kalendarz i albo do domu, albo dalej.
Powrót do góry
Pokaż profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl Posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz na tematu    Forum Stowarzyszenie Podróżników CROTOS Strona Główna -> Wyprawy Wszystkie czasy w strefie GMT + 2 Godziny
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz pisać odpowiedzi
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usunąć swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum


phpBB component v1.2.4 RC3 by Adam van Dongen. Based on phpBB © 2001, 2002 phpBB Group